Aktualizacja po 11 dniach od postu.
Fejsbuka (aplikację) wywaliłam z telefonu, wchodzę jedynie z komputera z przeglądarki, a w tej mam zainstalowany News Feed Eradicator, który sprawia, że zamiast postów pojawiają mi się jakieś motywacyjne cytaty (XD). Odpadł więc doomscroling. A jak odpadł doomscroling, to nie zajmuję się już dramami.
Ogólnie już rozumiem, że moje ciągłe wpadanie w spiralę dram i pisania prowokujących postów było przekornym sposobem na uzyskanie uwagi i możliwości porozmawiania z ludźmi. A że ludzie na “grupach wsparcia” mnie wyzywali i przez to czułam się gorzej, to inna już sprawa.
Robiłam też lekki dopaminowy detoks, i faktycznie - trochę się wynudziłam, ale receptory mi się zregenerowały XD W końcu zajęłam się książką, którą rzuciłam w połowie dwa miesiące temu i wygląda na to że skończę ją czytać w ciągu najbliższych dni. Gdy miałam fazę na dramy, to nie mogłam się skupić na czytaniu, ciągle tylko czekałam aż ktoś odpisze na posty i komentarze.
Ogólnie za źródło swoich problemów uważam chroniczną samotność i mało pozytywnego, wspierającego kontaktu z ludźmi. Dlatego tak łatwo wpadłam w sidła algorytmów.
Najważniejsze że nie mam ani Twittera, Tik Toka czy Instagrama, a Facebooka ograniczyłam do minimum za pomocą powyższych sposobów.